7/22/2013

Zakończenie, cz. XV



Małgorzata Jaszczołt: Jak państwo myślą – dlaczego ludzie zbierają rzeczy, dlaczego kolekcjonują, sięgając do korzeni tego zjawiska? Jakie macie refleksje? Dlaczego to robicie? (...) Mamy z jednej strony, że szkoda coś wyrzucić, a z drugiej chęć zachowania dla przyszłych pokoleń, czy coś takiego państwu przyświeca?
Paweł Zaniewski: Nam tak.
Iwona Zaniewska: Tobie.
P.Z.: A tobie nie ?
I.Z.: Ja to bardziej to co teraz.
P.Z.: A ja tak. Nie wiem. Ja lubię przedmioty z jakąś historią. Mogę się dowiedzieć co się z przedmiotem działo.
M.J.: Jaką miał przeszłość.
I.Z.: Ja też to lubię, ale wcale nie myślę o tym, że jak ja umrę żeby się ktoś tym zachwycał.
M.J.: Czyli dla pani ważne jest to, że zbiera pani przedmioty, które się pani podobają.
I.Z.: I chcę się podzielić z ludźmi, którzy żyją ze mną.
P.Z.: A nie pomyśleć o praprawnukach „ a to babcia miała”.
M.J.: Pan to ma z tyłu głowy?
P.Z.: Tak.
M.J.: …że to będzie taki trwały ślad?
P.Z.: Ja uważam, że człowiek żyje tak długo jak żyje pamięć o nim w obojętnie jakiej formie, więc jeżeli ktoś będzie pamiętał za 1000 lat, że ta szklaneczka była u Państwa Zaniewskich to fajnie.
Kolekcjonowanie, jak każde ludzkie kulturotwórcze działanie jest próbą nadania światu sensu, próbą uchwycenia go poprzez stworzone przez ludzi rzeczy, bo „(...) rzeczy, które ludzie wytwarzają, wytwarzają ludzi[1], wskazując „na siebie”, komunikują o wartościach i umożliwiają doświadczanie wartości poprzez swoją poetykę.
Fakt czy kolekcja znajdująca się w prywatnym muzeum znajdzie swój gotowy do wzruszeń target zależy od wielu czynników. Ale symptomatyczny jest fakt rosnącej liczby muzeów, w tym prywatnych. Wirus kolekcjoholizmu rozszerza się, a przyjrzenie się temu zjawisku w wydaniu prywatnego muzealnictwa jest próbą diagnozy społecznych potrzeb: zbieraczy, „zwykłych” odbiorców, władzy. Zawsze dany czas uważany jest za „ostatni”, żeby coś nie umknęło, nie zniknęło, uważa się, że należy się spieszyć przed całkowitym końcem czegoś: zanikania ostatnich zjawisk natury materialnej i niematerialnej. W ostatnich dekadach postęp technologiczny postępuje w ekspresowym tempie, jesteśmy zarzucani coraz większą liczbą wytwarzanych dóbr, z coraz większej liczby przedmiotów trzeba wybierać to co jest warte pozostawienia i co „powinno” przetrwać ze światowego supermarketu. Muzealnicy zawodowi nie byliby w stanie ogarnąć wszystkich dziedzin – jest ich za mało. W sukurs przychodzą niszowe muzea prywatne, które „zabezpieczają” – każde na swój oryginalny, niepowtarzalny sposób – wybrane odcinki życia. Wzruszają entuzjazmem właścicieli, zebranymi w nich artefaktami i dalekim do doskonałości sposobem ich przedstawienia. Czy należy je zmieniać, poprawiać, naprawiać? Ale zanim to się stanie, cieszmy się wyjątkowością rzeczy pierwszych[2].
Wzruszenie/człowiek/rzecz/opowieść/miejsce - tworzy dla mnie nierozerwalny pakiet.


[1] D. Miller, 2005,, Materiality: An Introduction, [w:] Materiality, Durham..., za: R. Tańczuk, s. 104


[2] Pierwszym zarejestrowanym jako muzeum prywatne było Muzeum Kowalstwa, w latach 90.XX w., Kolejne, także te nie wpisane do rejestru zaczęły powstawać w podobnym okresie. W Polsce powojennej nie jest to więc działalność mająca długą historię.

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza