12/16/2012

Zasoby pamięci Mariana Pietrzaka. Nie tylko o sokołowskich Żydach w Muzeum-Skansenie Ziemi Sokołowskiej Mariana Pietrzaka w Sokołowie Podlaskim



W Muzeum-Skansenie Ziemi Sokołowskiej Mariana Pietrzaka, pierwsze witają macewy; pojedyncze  oparte o drzewa, inne stoją przy płocie z siatki. Są jeszcze z boku ogródka w większej grupie, razem. Niektóre mają zatarte reliefy. Na jednej z macew puszka, żeby zaznaczyć, „że zmarły był hojny”, tego dowiedział się Pietrzak od Żydów, . odwiedzających skansen (potomków tych, którzy ocaleli, a którzy wyjechali po wojnie do  Argentyny i Izraela). Posiada także nagrobek rabina. Pan Marian opowiada, że przetrwały tylko dlatego, że spełniały przez wiele powojennych lat funkcję krawężnika. Kiedy wymieniano stary chodnik na nowy, dowiedziawszy się o tym, zabrał je do siebie. W Sokołowie przed wojną żyło ok. 6.000 Żydów i 5.000 Polaków. Pozostały po nich dwie świątynie, jedna żeńska stoi (mieści się w niej pawilon handlowy)[1], druga została rozebrana. Nagrobki pochodzą z tzw. „cmentarza starego”. Teraz jest tam park, nie pozostały żadne macewy. W czasie okupacji Niemcy wszystko zabrali i użyli do wybrukowania chodników.

12/06/2012

Muzea wzruszeń


Każde muzeum prywatne ma swoją własną wykreowaną przez jej właściciela historię. To historia zindywidualizowana. A każde muzeum prywatne to muzeum spersonalizowane. Muzea państwowe są ściśle skodyfikowanymi instytucjami. Muzea prywatne, nawet te zarejestrowane mają większą wolność, a te nierejestrowane są w pełni wolne nieskrępowaną wolnością ich właścicieli, trzymających najczęściej władzę jednoosobowo. Oni stanowią od początku do końca o kształcie tych miejsc, chociaż powołując swoje muzea mają za wzór państwowe instytucje muzealne.

11/30/2012

Dobre jak chleb. Muzeum Chleba Mariana Pozorka



Praga, nieznane mi rejony Warszawy, mała uliczka, piekarnia w jednorodzinnym domu, obok szyld muzeum..., trafiłam. W firmowym sklepie – co naturalne – wita mnie zapach chleba. Ekspedientka objaśnia z jakiej mąki i z jakimi dodatkami pieczone są poszczególne chleby: Biorę do ręki, są ciężkie, pachnące, takie jak „trzeba”, bez polepszaczy, bo cechą tych jest „lekkość”. Trudny jest wybór wśród oferty tylu różnych chlebów, ale o swojsko brzmiących nazwach: firmowy, ciechanowski, sitkowy, sandomierski.... Brak chlebów włoskich i bagietek francuskich nie przeszkadza, a wyraźny „tradycyjny profil” jest wyróżnikiem dla tych, którzy lubią kosztować wyraźne i „nieudziwnione”, za to wyrafinowane w swej prostocie smaki. Z chlebem pana Mariana mogę sobie wyobrazić biblijny posiłek  - czysta prostota: chleb i wino. Również jako podkład do „tradycyjnego” smalcu i ogórka też jest doskonały.

11/28/2012

Grzechy główne kolekcjonera

Dla wszystkich właścicieli świat ich kolekcji, to świat w jasny sposób pozytywnie zwaloryzowany, który umożliwia ich niewypowiedzianą potrzebę obcowania z wartościami i wyższym porządkiem sacrum, który kolekcja w pewien sposób uosabia i unaocznia. Nie poddają go w żadną wątpliwość. Zbiór stanowi wartość wyższą i apriori i aposteriori. Kolekcjonowanie jest piękną ideą, a kolekcje są idealne. Każdy uważa swoją kolekcję za „najlepszą”, marzy żeby taka była, taka jest w jego oczach, dokłada wszelkich starań, by była „doskonała”. „Rzadko coś innego uważamy za cenne.”[1].

11/11/2012

Kolekcja Wag i Odważników Państwa Sandeckich



Waga. Równowaga. Balance. Do momentu spotkania państwa Sandeckich nie wiedziałam, jak fascynujące może być kolekcjonowanie wag i odważników. Ile można poświęcić czasu i uwagi na odnawianie, wyszukiwanie nowych obiektów, katalogowanie starych. Gdy weszłam do pomieszczenia, moim oczom ukazały się półki z równo poustawianymi wagami stołowymi.

11/09/2012

Kolekcjonerzy na YouTube

Postanowiliśmy wykonać małą próbę i wpisać w okno wyszukiwania YouTube hasło "muzea prywatne". Oto co nam wyszło...

11/08/2012

"Zbyt wysokie kominy się obcina w naszej wsi..."


Wszystkim nam wydaje się, że muzealnictwo, kolekcjonerstwo to coś bardzo szlachetnego, ciekawego. Szanujemy kolekcjonerów, ich pasję, trud i poświęcenie. Jednak ta perspektywa bywa, moim zdaniem, wybitnie deklaratywna. Okazuje się bowiem, że np. na wsi czy w małym miasteczku nie zawsze jest tak pięknie bo "zbyt wysokie kominy się obcina".

Muzeum publiczno-prywatne

Przeglądając prasę natknęliśmy się na artykuł o nowo powstającym Muzeum Józefa Piłsudskiego w Sulejówku. Muzeum ciekawym także i z tych względów, że jego forma ma być publiczno-prywatna.

LINK DO ARTYKUŁU

Poniżej zamieszczamy fragment poświęcony pierwszej takiej placówce w Polsce, aby pokazać przykładowy mechanizm powstania i utrzymania tego typu muzeum.

"Muzeum Historii Żydów Polskich (MHŻP) jest pierwszą w Polsce publiczno-prywatną instytucją tego typu stworzoną wspólnie przez rząd (Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego), samorząd lokalny (Miasto Stołeczne Warszawa) i organizację pozarządową (Stowarzyszenie Żydowski Instytut Historyczny). Na mocy aktu założycielskiego strona publiczna finansuje budowę budynku Muzeum (koszt inwestycji wynosi ok. 200 mln PLN; inwestycja jest prowadzona i rozliczana przez Miasto Stołeczne Warszawa) oraz pokrywa większość bieżącego budżetu. Stowarzyszenie ŻIH odpowiada za sfinansowanie i organizację procesu tworzenia Wystawy Głównej, o wartości ponad 130 mln PLN, a także zasila bieżący budżet operacyjny oraz działalność edukacyjną i publiczną Muzeum. Dodatkowo Stowarzyszenie ŻIH ofiarowało na cele inwestycji działkę ziemi przed Pomnikiem Bohaterów Getta, której było wieczystym dzierżawcą.(źródło: strona Muzeum Historii Żydów Polskich). Muzeum zostało założone w 2005 r., a jego planowane otwarcie przypada na 2013 r.

Co sądzicie o partnerstwie publiczno-prywatnym na rzecz rozwoju muzealnictwa?

Powracając jeszcze do artykułu z Gazety. Nas zaciekawił szczególnie fragment o możliwości posądzenia o finansowanie przez państwo działalności instytucji prywatnej. Niebawem artykuł także i o tym.

10/27/2012

Prawdy, półprawdy i statystyki

Pomysł na pracę z danymi ilościowymi wydawał nam się całkiem przyjemny. Oto stanęliśmy przed pokusą benedyktyńskiej pracy, zbierania mnogiej ilości kolejnych "punktów", grupowania ich skrupulatnie w kolejnych tabelach i zestawieniach, w efekcie czego przez chwilę istniało ryzyko, że rzeczywistość objawi się przed nami w sposób nieskończenie obiektywny. W końcu 2+2 jest 4 i inaczej być nie może (tak sądzi X% badanych).

10/21/2012

Słoneczny Zegar

Najpierw kolorowy, złożony z kilkudziesięciu elementów Zegar Słoneczny został odsłonięty 26 sierpnia 2011 o godzinie 16:00 "W samym środku miasta Kowal", czyli w ogrodzie parafii p.w. św. Urszuli w Kowalu.


10/06/2012

Skansen, Rożen, Stopka




Jadąc do Tucholi minęłam w Stopce przydrożną restaurację - Rożen. Zawróciłam. Okazało się, że ogromny plac obok budynku restauracji zajmują eksponaty: maszyny rolnicze, proste urządzenia, ale też sanie, lokomobila. Na środku stoi chata krajeńska z XIX wieku, którą można nieodpłatnie wynająć dla grupy, dla swoich gości, wycieczki.  
Właścicielami wszystkich obiektów są Izabela Höflich oraz Łukasz Spanidis, którzy od 16 lat zbierają eksponaty. Kolekcję rozpoczęli zbierać ich rodzice, teraz przejęli ją oni, jednocześnie prowadząc knajpę. Miejsce można zwiedzać w czasie otwarcia restauracji, ale tak naprawdę non-stop ponieważ eksponaty nie są chowane na noc. 

Czy wizerunek diabła można utożsamiać z samym diabłem



Z wywiadu internetowego wynikło, że linki do tekstów o Muzeum Diabła Polskiego pojawiły się na jednej ze stron satanistów.
Rozumiem zainteresowanie tej grupy postacią diabła, ale mam też nadzieję, że wyznawcy rozumieją, iż Muzeum Diabła Polskiego "Przedpiekle" - diabłu jako bytowi poświęcone nie jest i nie powstało dla apoteozy tej postaci, a jedynie przygląda się zjawisku wizualnych przedstawień diabła w kulturze ludowej i w mniejszym stopniu w kulturze masowej. Muzeum nie odwołuje się do żadnej religii, nie wspiera żadnej ideologii. Diabeł jest bogatą postacią kulturową, obrosłą w liczne wizerunki, legendy, opowieści i jako taki zaistniał w muzeum. Zgromadzona kolekcja diabłów pokazuje jak postać ta jest wyobrażana, interpretowana, jak funkcjonuje w świadomości indywidualnie i zbiorowo.

9/26/2012

Droga do Przedpiekla, czyli krótka relacja z wizyty w Muzeum Diabła Polskiego

"Diabeł ma tyle cukru w sobie, że grzech czyni słodkim" 
Ta sentencja widnieje na jednym z obiektów - blaszanej cukiernicy. Diabły to nie są aniołki - doskonale wiemy, że ich powinnością jest kuszenie. Ale jeśli postawimy diabła w roli tego, który namawiając uświadamia, to mamy beneficjenta, który bierze na swój karb grzechy i grzeszki. Kulturowa rola diabłów polega na uwypukleniu ludzkich przywar. Temu służy warstwa słowna - legendy i opowieści oraz wizerunkowa. Takie jedyne w swoim rodzaju - i bodaj największe na świecie - nagromadzenie przedstawień diabła uświadamia, jak daleki od chrześcijańskiej wizji Złego - jest wymiar ludyczny. Zapominamy o wielkim złym diable mając przed sobą setki zabawnych diabełków.

9/23/2012

Muzeum w Petrykozach


Muzeum w Petrykozach to owoc wieloletniej pasji znakomitego aktora, mecenasa sztuki, animatora kultury Wojciecha Siemiona i jego żony Jadwigi.


9/22/2012

Święto Bursztynu w Wachu


W najbliższą niedzielę, 23 września, W Muzeum Kurpiowskim w Wachu odbędzie się impreza folklorystyczna Święto Bursztynu Kurpiowskiego. Właściciele i opiekunowie Muzeum zaplanowali na ten dzień masę atrakcji.

9/14/2012

Traktor i maszyna


Skansen w Łochowicach - pasja sołtysa, pana Jacka Grzywacza. Maszyny rolnicze zbiera już od wielu lat, jest sławny. Swoje eksponaty wozi po całej Europie. Dziwi się czemu na dożynki koło Szczecina musi wieźć lawetą właśnie swoje traktory, czy nie ma nic w pobliżu? 
Chyba nie ma, albo nie tak piękne jak te, które stoją na podwórku pod rodzinnym domem Państwa Grzywaczów w Łochowicach niedaleko Bydgoszczy. Są wycieczki, są turyści, są zajęcia z dziećmi - w tym właśnie specjalizuje się żona, która prowadzi w altanie na terenie muzeum lekcje na powietrzu. Tu poznaje się rodzaje zbóż, dawne urządzenia, odbywają się zielone szkoły. Nie odmawiają nikomu jeśli chodzi o angażowanie się w różne, interesujące działania.  
Skansen otwarty został w 2000 roku przez Jacka i Urszulę Grzywaczy, ale na tablicy widnieje napis, że jest to skansen rodzinny. Muzeum wspiera dodatkowo kilkunastu wolontariuszy.
Ledwo udało nam się spotkać, pan Jacek wrócił właśnie z wyprawy do Holandii. Jest profesjonalnie, jest logo, firmowe kamizelki, magnesy na samochody. Są targi, goście, zaproszenia, sława.

Magia druku




Muzeum mieści się w XIII-wiecznym, zabytkowym kościele p.w. św. Barbary we wsi Grębocin pod Toruniem. I to robi ogromne wrażenie. Budynek został zakupiony i odrestaurowany za prywatne pieniądze jego obecnych właścicieli - Państwa Suboczów - graficzkę i konserwatora zabytków. Sami urządzili wnętrze, przygotowali je do celów muzealnych. Mieści się tu muzeum piśmiennictwa i drukarstwa.
Muzeum działa od 2004 roku i rocznie przyjmuje około 9 tys zwiedzających. Są to głównie wycieczki szkolne, których czasem w sezonie przyjeżdża dziesięć dziennie! To sukces.

Wielka historia w małym muzeum



Wymysłowo - ukryte w lasach nad Brdą. Bory Tucholskie wybrał sobie kilkadziesiąt lat temu syn Polki i Indianina - Sat Okh czyli Stanisław Supłatowicz (w języku shawnee Sat Okh znaczy Długie Pióro, ur. prawdopodobnie 15 kwietnia 1920 w Kanadzie, zm. 3 lipca 2003 w Gdańsku). Urodził się w osadzie Indian w dorzeczu rzeki Mackenzie w Kanadzie. Syn polskiej uciekinierki z Syberii Stanisławy Supłatowicz, oraz wodza plemienia Szaunisów (Szawanezów) Leoo-Karko-Ono-Ma (Wysokiego Orła). Wychował się i część dzieciństwa spędził wśród Indian. Niedługo przed wybuchem II wojny światowej przybył z matką do Polski, walczył w szeregach AK. Po wojnie za przynależność do AK został uwięziony. Dalsze losy związał z Marynarką. Jest autorem wielu książek dla dzieci i młodzieży, występował w programach dla dzieci, takich np. jak Teleranek.

Królestwo ogórków


W niewielkiej i bardzo malowniczej wsi nad Notecią znalazłam niesamowite miejsce - muzeum i szpital dla starych, zabytkowych autobusów.  Na pierwszym planie ogórek - jeden z najbardziej popularnych autobusów PRL, wspominany z sentymentem do dziś, który opuścił polskie drogi w latach '80. Teraz jest bohaterem filmów, imprez i wydarzeń lokalnych.
Pan Artur Lemański - kolekcjoner autobusów odbiera telefon z ekipy produkującej film - ogórek znów zagra! Pewnie go przemalują, ale potem wróci do pięknego czerwonego koloru.
Perełki - autobus kempingowy z wielkimi wygodnymi kanapami do spania i zlewem, autobusy - galerie. Na niektórych z nich tabliczki informacyjne.
"Każdy autobus ma swoją duszę, w każdym czuć inną energię - przyznała Mama Pana Artura, którą zastałam na miejscu - wchodzi się do jednego jest inny klimat, wchodzi się do następnego, znów zupełnie inaczej."

9/13/2012

"Spotkanie z historią" w Kobyłce 09/09/2012


Wysiadłam na stacji Kobyłka. Wcześniej sprawdziłam co prawda, dokąd mam się kierować, jednak nie byłam pewna, czy idę dobrze. Niby Kobyłka niewielka, ale ulice są długie i w pewnym momencie plączą się w skrzyżowania, rozjazdy, rozstaje.

8/28/2012

FOTOBLOG- 2M, czyli motory i muzeum

W niedzielę, 26 sierpnia odbyło się w Garwolinie "Pożegnanie lata". A jaki związek miała ta impreza z muzeami ?

Otóż powody są dwa - równorzędne, ale jeden musi być pierwszy:

Powód nr 1. to osoba pana Tadeusza Barankiewicza - właściciela Prywatnego Muzeum w Woli Rębkowskiej. O panu Tadeuszu pisałam - to człowiek niejednej pasji - co wymyśli to realizuje. To on był nomen omen motorem powstania Weteran Tur Klubu Garwolin http://www.turgarwolin.org/, który działa od 2008 roku, a Tadeusz Barankiewicz jest jego prezydentem. Do tego elitarnego klubu dopuszczeni są wyłącznie ci, którzy posiadają motory zabytkowe. A co to znaczy ?

Najstarszy  - dodajmy jeżdżący motocykl NSU liczy sobie lat 80, "najmłodsze" to polskie WSK-i z 1985 (kiedy po raz ostatni zjechały z taśmy w Świdniku). I to jest powód nr 2 - "jeżdżące muzeum"  wg słów Tadeusza Barankiewicza.

Wsiadamy na Dniepra. Za chwilę atrakcje dla dzieci.

8/27/2012

FOTOBLOG - w promieniach późnoletniego słońca

W Muzeum Architektury Drewnianej Regionu Siedleckiego http://www.sucha.podlasie.pl w Nowej Suchej k. Grębkowa trafiam w dniu 25 sierpnia na poplenerowy wernisaż ,,Dialog tradycji kultury ziemi grębkowskiej z narodami świata”, którego organizatorem jest Gminna Biblioteka Publiczna w Grębkowie http://gbpgrebkow.blog.onet.pl/Zaczyna-sie-plener-w-Nowej-Suc,2,ID485416788,DA2012-08-08,n. Oglądam powstałe na plenerze prace artystów z Polski, Białorusi, Ukrainy, przechadzam się po skansenie. Drobnoszlacheckie Podlasie - to moja rodzinna ziemia, może dlatego trochę mnie rozrzewnia, odnajduję tu ślady rodzinnej historii. Na pierwszym spotkaniu zostawiam analizy z tyłu. Potwierdzam fotogeniczność skansenu.

P.S. Zaskoczenie - koński łeb na stajni przypominający "Gęsiarkę" braci Grimm. Dalsze skojarzenia to raczej literatura polska. Nie wymieniam, by nie popaść w nadto sentymentalne nuty.
 

8/24/2012

8/22/2012

Rzeczy. Studium kolekcjoholizmu i Prywatne Muzeum Tadeusza Barankiewicza w Woli Rębkowskiej





Ludzie zbierają rzeczy dla ich pamięci, dla odniesień, kontekstów, historii indywidualnych i zbiorowych, dla całego bagażu, który ze sobą niosą. Jesteśmy zależni od rzeczy, wszyscy się nimi otaczamy, choć jedni redukują je do minimum, a inni są „graciarzami”, są i tacy pośrodku, którzy posiadają tyle ile im potrzeba. Ci określani mianem „graciarzy”, bądź „dziwaków”, owładnięci są głęboko tkwiącym w nich imperatywem zbierania i ocalania przedmiotów z przeszłości, a każda rzecz jest dla nich skarbem. Zbierają trochę z sentymentu, dla wspomnień, które te przedmioty budzą, dla ich urody, z żalu przed wyrzuceniem, które byłoby ostatecznym dla nich unicestwieniem, dla ich realnej bądź domniemanej wartości, z podziwu nad materią przedmiotów- ich „cielesnością” i wnętrzem, (nie mając na myśli fizycznej budowy materii;). Transportują je w przyszłość, by były świadectwami przeszłości. Ich potrzeba zbierania wynika z osobistej pasji i potrzeby posiadania. Ci którzy przechodzą etap „zbiorów personalnych” i chcą się podzielić nimi ze światem – zakładają prywatne muzea.

8/21/2012

Niepoprawny humor z terenu



Dlaczego kobieta nazywa się "niewiasta" - bo nic nie wie
Posted by Picasa

8/20/2012

Brzeskie imperium




Żeby uważnie zwiedzić to muzeum potrzebny byłby cały dzień. Może i dłużej. Zbiory muzeum z Redczy Krukowej to imponująca kolekcja przedmiotów, których wartość dorównuje cennym zbiorom muzeów państwowych. Urządzenia rolnicze, zabytkowe samochody, hala motorów, rowerów, motorynek i skuterów, pomieszczenia zaaranżowane na biuro lat 80. i 90., zbiory archeologiczne, kolekcje etnograficzne, dawny gabinet stomatologiczny, apteka i urząd pocztowy to tylko część niekończących się zbiorów z Muzeum Techniki Rolniczej i Gospodarstwa Wiejskiego.

Kujawski Piotruś Pan



Zasoby kolekcji mieszczą się w dwóch pomieszczeniach w piwnicy domu pana Pawła Struppka we włocławskim Michelinie. Nie można ich oglądać na co dzień, prezentowane są co roku z okazji świąt Bożego Narodzenia od wielu już lat. Sam nie nazywa siebie muzealnikiem, a raczej kolekcjonerem, a swoje zbiory kolekcją. To, co robi to tylko i wyłącznie jego pasja, hobby.
Wszystko zaczyna się pod koniec października. Wtedy niezliczone ilości pudeł i pudełek wyjmuje ze specjalnie przygotowanych do tego celu, ręcznie wykonanych szafek. Pudełka są podpisane, a przedmioty uporządkowane. Są anioły, samoloty, statki kosmiczne... Intensywnie pracuje, żeby zdążyć przygotować ekspozycję przed świętami. Jest kolekcjonerem bombek i ozdób choinkowych, a także ruchomych zabawek. Bombek ma w sumie około 4000 sztuk, razem z pozostałymi eksponatami kolekcja liczy około 5000 przedmiotów.

Kot - sfinks u wrót Muzeum Oręża i Techniki Użytkowej

 
Z bazy Narodowego Instytutu Muzealnictwa i Ochrony Zbiorów[1] wynika, iż wśród wpisanych do ewidencji muzeów prywatnych zdecydowanie dominują muzea o profilu militarnym. Siła górą – zbroje, pistolety, karabiny, broń biała… – można pomyśleć, taka koniunktura na akcesoria związane z walką, wojną, przemocą, adrenaliną, ale też obroną, wolnością, bohaterstwem, kunsztem wykonania i kunsztem posługiwania się... Skojarzenia można mnożyć, zainteresowanie militarnymi utensyliami jest faktem do zbadania[2].
Kiedy spotykam, w ich domu w Kobyłce, panią Iwonę i pana Pawła Zaniewskich z Muzeum Oręża i Techniki Użytkowej[3] – czuję, że to ludzie, którzy muzeum zorganizowali z planem. Rozmawiamy przy kawie, herbacie, ciastkach. Państwo Zaniewscy opowiadają z zapałem o swoich najpierw indywidualnych, a później wspólnych kolekcjach, z pasją o swoim muzeum, ze znajomością prawa o muzeach i muzealnictwie, z krytycznym uzasadnieniem o niektórych ekspozycjach w innych muzeach[4]...

8/10/2012

Sentymentalnie nie na temat…? Czyli o niespodziankach w Muzeum-Skansenie Ziemi Sokołowskiej Mariana Pietrzaka





 Pierwsze spotkanie z człowiekiem – zwanym informatorem lub respondentem, z którym chcemy przeprowadzić wywiad do naszych badań jest spotkaniem testowym, właściwie badamy siebie wzajemnie, testujemy. Zaopatrzeni w kwestionariusz w wersji papierowej lub zapisany w głowie zadajemy pytania, uzyskujemy odpowiedzi, nagrywamy na dyktafon, fotografujemy – to nasze podstawowe narzędzia. Scenariusz jest gotowy, ale spotkanie zawsze okazuje się niespodzianką.
Niespodzianka pierwsza
Na drugim spotkaniu uzupełniamy to co pominęliśmy na pierwszym, pogłębiamy, drążymy… Drugie spotkanie w Muzeum-skansenie Ziemi Sokołowskiej z panem Marianem Pietrzakiem zaczęło się od przepytania mnie. Pan Marian miał przygotowany na kartce kwestionariusz i zadał mi kilka pytań, m.in.: co skłoniło mnie do przybycia do jego muzeum, skąd dowiedziałam się o muzeum, do czego służą te badania. Jesteśmy przyzwyczajeni, że to my zadajemy pytania, mamy pozycję uprzywilejowaną – rozmówca uprzednio zgadza przecież się na to swoiste „przesłuchanie”. Ale być może zainspirowany pan Marian wprowadzi swoje badania jako „standard” w swoim muzeum, byłaby to wartość dodatkowa, warta kolejnego badania.

7/28/2012

Kolekcja bez kolekcjonera, kolekcjoner bez pomocy.


Osoby z którymi się spotykamy swoje kolekcje rozpoczynają z różnych powodów. Dwóch panów, których kolekcjami miałam za zadnie się zająć stanowczo jest pasjonatami, można by wręcz rzec swoistymi misjonarzami. Tworzą zbiór, kolekcję, chcą ją prezentować by zwiększyć dostęp do kultury okolicznych mieszkańców. Łączy ich jeszcze jedno – niewielka pomoc ze strony państwa, administracji. O ile jednak Galeria Kujawska powstała przy wysiłku całej rodziny, o tyle domowe muzeum w Świeszu było tworzone wysiłkiem praktycznie jednej osoby.
Profesor Jan Migdalski był wizjonerem. Marzyło mu się domowe muzeum będące lokalnym ośrodkiem kultury. W swoich zbiorach gromadził obrazy, antyki, pierwodruki czy białe kruki. W remontowanym przez siebie pałacyku organizował spotkania, wystawy. Dzisiaj sam z rzadka odwiedza swój dom. Mieszka zaledwie kilka kilometrów dalej, jednak stan zdrowia nie pozwala mu na pielęgnowanie i udostępnianie zbiorów. Kolekcja leży pozostawiona samej sobie, zawilgotniała i niszczejąca. Zapytany o dalsze jej losy ze łzami w oczach odpowiada, że ludzie jeszcze nie dorośli. Pyta czy jakoś możemy mu pomóc. Zastanawiam się – jemu czy kolekcji, która zdaje się była celem jego życia.
Człowiek dzisiaj odstawiony nawet już nie na boczny tor, niegdyś (jak wynika z narracji innych osób) dusza towarzystwa i część polskiej inteligencji. Kolekcja dzisiaj zapomniana zawierająca dobra kultury rzadkie szczególnie w niewielkich miejscowościach. Niespełnione marzenie jednej osoby. Profesor nie traktował swojej kolekcji jako lokaty kapitału, nie przechowywał zbioru  dla swoich dzieci (nie ma żony ani potomków). Inwestował po to, by wszyscy mogli korzystać z jego dorobku.
Wielokrotnie przewijało się pytanie o kwestie moralne związane z samym prowadzeniem badań o muzeach prywatnych. Po spotkaniu z Profesorem Migdalskim chciałabym dołożyć jeszcze jedno – czy możemy swoim przyjściem rozbudzać nadzieje na pomoc w przetrwaniu kolekcji (i kolekcjonera) i po prostu wyjść? Czy nie powinniśmy spróbować pomóc, szczególnie w tak skrajnych przypadkach?

Małgorzata Czyżewska

7/25/2012

Muzeum Diabła Polskiego Przedpiekle


Pod kuratelą diabłów w Przedpieklu, czyli wizyta w Muzeum Diabła Polskiego „Przedpieklu” w Warszawie. Komentarz do fotografii.


Diabły witają mnie – można rzec – już od progu, czyli korytarza prowadzącego do mieszkania „diablologa” pana Wiktoryna Grąbczewskiego. Są też w mieszkaniu, ale przede wszystkim zaadaptowanej na muzeum piwnicy wielkiego bloku i może to jest najlepsze dla nich wielkomiejskie miejsce ? Spoglądają na mnie – bo diabły, choć nieożywione w swych wizerunkach, wydają się prowadzić swoje potajemne życie i zdaje się jakby w każdym z nich tkwił potencjał ożywienia ich mocą diabelskości. Jedne są tajemnicze z pasterskich lasek, inne rubaszne na kuflach, poważne jako rzeźbiarskie dzieła, humorystyczne na rysunkach Andrzeja Mleczko, przytulanki do poduszki, wcielenia zła – w osobie Hitlera-diabła, pokonywane przez świętych na obrazach (święty Jerzy) i jako przeciwwaga dla sił anielskich, diabły uwodzące i skruszone, ale jest i Chrystus Frasobliwy, który na diable siedzi i diabelska rzeźbiona piłka na Euro 2012; diabły radosne, smutne, poważne, sympatyczne i w zasadzie brak takich do których nie można by poczuć sympatii. Diabły różnej proweniencji z różnych stron Polski, wykonane rożnymi technikami przybierające najrozmaitsze oblicza, kształty, faktury, gadżety z wizerunkami diabła, wykonane przez profesjonalistów, artystów ludowych i dzieci. Nie sposób scharakteryzować wymienić wszystkich z tego bogatego zbioru. Wszystko o swoich diabłach wie ich właściciel – pan Wiktoryn Grąbczewski, który chętnie oprowadza każdego kto się z nim umówi.
A czy diabły to wdzięczny przedmiot kolekcji ? Wizyta u kolekcjonera przekonuje, że odrzuciwszy uprzedzenia diabeł może się okazać nawet kimś bliskim. Nie demonizujmy diabła, który biorąc na siebie zło może zabiera go nieco z nas, nie potępia przywar, a nawet pomaga się z nimi mierzyć. Kolekcja diabelskich wizerunków mierzy się z postacią biblijną, obrosłą w bogate odniesienia, zapisaną na trwale w wierzeniach i wyobrażeniach, biorąc na siebie aspekt ludyczny tego bogatego kulturowego wątku.


7/24/2012

Skansen Mariana Pietrzaka, Sokołów Podlaski, 07.2012, Fot. Małgorzata Jaszczołt

 

Świat wg Mariana Pietrzaka


     Początek ciepłego lipca. Popołudniowe niedzielne ulice Sokołowa Podlaskiego z klimatem małego wschodniego miasteczka. Drogą wytłumaczoną przez Mariana Pietrzaka z rynku nietrudno trafić do skansenu. Jest wiatrak – znak rozpoznawczy, szyld i stojące opodal furtki „Baby” – jak się później dowiaduję dzieła samego twórcy skansenu. Obok – przy siatce stoją macewy z sokołowskiego cmentarza, które przez lata pełniły funkcję krawężników. Przekraczam bramę, i spostrzegam dalej... nagromadzenie rzeczy różnych, z rożnych porządków, dziedzin, okresów. To nagromadzenie jest wciągające. Wśród rzeczy dawnych wyławiam w pierwszej kolejności jako etnograf – etnografiana i tych jest chyba najwięcej, albo rachuba moja wynika być może z racji zawodowego skrzywienia, ale dalej już we wnętrzu domu-głównej siedziby muzeum widzę: militaria, judaica, obiekty archeologiczne i historyczne, starą prasę i książki, są także pamiątki rodzinne po dziadkach i rodzicach: ubrania, książki, przedmioty osobiste. Łączy je klasyfikacja autora tego miejsca, jako tych, które warto zachować, tych które mają przechować informację o tym do czego służyły i czym były. Pochodzące z różnych momentów głównie XX wiecznej historii (chociaż są także wyjątki archeologiczne), mogły się tutaj spotkać, otrzeć o siebie, zazębić. Zestawione obok, dają możliwość zetknięcia się w swoim życiu pozarzeczywistym, w innym wymiarze swej egzystencji. Mówią różnymi głosami, przenikają przez siebie, łączą, dzielą, czujemy, że nas wciągają swoimi indywidualnymi historiami serwowanymi przez pana Mariana. Bo nie ma tu rzeczy „niemej”. I tylko sam pan Marian przechowuje w sobie całą wiedzę o tych przedmiotach, które zbiera od lat powojennych. Opatruje swoje obiekty metryczkami, ale pełny komentarz można usłyszeć wyłącznie od niego. Słucham z zainteresowaniem i podziwiam pasję człowieka, który nie był kompletnie zawodowo związany z materią swojej kolekcji. Pasja wykiełkowała w nim, może przejął ją w genach po matce. Z zawodu ślusarz, pracował w sklepie ze sprzętem AGD, a wreszcie został na długie lata taksówkarzem. Zajęcie to pozwoliło mu na spotkania z ludźmi i dotarcie do porzuconych na strychach „staroci”. To z nich utkał swoją opowieść. Nie jest spisana, z braku czasu – można więc rzec, że rzeczy i Marian Pietrzak dopełniają się. Bo czym będą bez autora zbioru ? W książkach archeologicznych, historycznych, etnograficznych, militarnych znajdziemy informacje, ale tylko w nim jest wiedza i ta indywidualna i ta lokalna. Jak każdy zbieracz pasjonat, pan Marian tworzy ze swoim zbiorem zestaw doskonały, zestaw który uzupełniają napisane przez niego książki historyczne o regionie sokołowskim, powieści, wiersze.
Cdn.
                                                                                                                       

7/19/2012

Skansen w Kuligowie

Jak się okazało, dostać się do Kuligowa to nie taka prosta sprawa. W pewnych godzinach autobusy po prostu nie kursują. Trzeba wówczas dojechać do Radzymina, wysiąść na rondzie i łapać stopa. Akurat mi wszystko dobrze się złożyło. Akurat jechał pewien geolog do wsi obok, akurat pewne małżeństwo jechało na działkę do Kuligowa. W skansenie przywitał mnie właściciel pan Wojciech Urmanowski, prezes Fundacji Dziedzictwo Nadbużańskie. 

6/30/2012

Ankieta poświęcona kolekcjonowaniu

Od 4 do 30 czerwca trwała internetowa ankieta, podczas której zbieraliśmy odpowiedzi na pytania dotyczące kolekcjonerów, kolekcji, jak i samego zjawiska kolekcjonowania. Ankieta stanowi wstęp do mających się rozpocząć lada chwila badań terenowych, będąc rozpoznaniem pewnych tendencji i źródłem tropów do poszerzenia w badaniach. Za pomoc w przeprowadzeniu ankiety szczególnie dziękujemy kolekcjonerom z forum collections.pl. Z opracowaniem ankiety można zapoznać się pod TYM linkiem.

6/19/2012

Zamiast wstępu


Rozpoczęliśmy badania muzeów prywatnych i lokalnych kolekcji, które przeprowadzone będą w co najmniej dwunastu miejscach na Kujawach, Kurpiach i Mazowszu. Skupimy się na kolekcjach całkowicie prywatnych, udostępnianych w rozmaitych formach szerszej publiczności, a wystawianych w miejscach nieznanych, omijanych, często niezaznaczonych nawet w lokalnych przewodnikach. Założyliśmy, że muzea oraz kolekcje zarządzane przez instytucje, organizacje i publiczne podmioty, będą wstępnie tylko katalogowane (badania zaplanowaliśmy w przyszłym roku).

5/07/2012

Post testowy

Ten post jest postem testowym :)