7/19/2013

Lokalność, cz. XIV



Muzeum-skansen Mariana Pietrzaka
Niektóre muzea prywatne powstają w miejscu „białych plam”, tam gdzie brak instytucji deponującej lokalną przeszłość. W takich miejscach „naturalnie” pojawiają się mesjasze lokalnej kultury, „wybrańcy siebie samych”, którzy działając pozainstytucjonalnie tę kulturę w swoim rozumieniu ratują. Wszystko leżało podniszczone w skrytkach, strychach, zakamarkach i starych szopach, tam gdzie takie zbędne rzeczy, wszystko było wyciągane, ale nikt nie chciał dać, tylko wszystko trzeba było kupić[1]
Marian Pietrzak uważa, że i tak zajął się wszystkim za późno, ponieważ liczył na urząd miasta, który miał przeprowadzić taką akcję i zorganizować muzeum regionu sokołowskiego. Na marginesie można dodać – miały szczęście rzeczy, które trafiają do takich kolekcji. Dla tych kolekcjonerów kolekcja ma podbudowę w lokalnej tożsamości, z regionem z którym się silnie identyfikują, uważając go często za zaniedbany w sensie kultury, w takiej sytuacji kiedy brak jest placówki muzealnej. Przekonanie o wyjątkowej, kulturotwórczej i edukacyjnej roli muzeum, jako miejsca przechowującego przeszłość i uczącego o tej przeszłości jest niezwykle silne. I głębokie jest także przekonanie, że takie miejsce POWINNO obligatoryjnie istnieć.
Warszawskie Muzeum Chleba
Jadwiga Pietrzak: On na tle tych starych rupieci ma bzika.
Marian Pietrzak Nie bzika, ale chciałem to wszystko ocalić od zapomnienia, ale coś to wszystko na bakier.
J.P. Nikt się w Sokołowie tymi rzeczami nie interesuje i Sokołów pójdzie w upadłość
Co z tym zrobimy, zobaczymy co to będzie?”
M.P. Tylko stare dziady się tym zajęły.
J.P. Szkoda, żeby to wszystko zatracić. Tu włożone dużo pieniędzy, ale to już nie o to chodzi, ale żeby tego nie zatracić, żeby ktoś zajął się tym dalej.
M.P. Ja zbierałem z taką myślą, że dam do muzeum, które założy ośrodek kultury albo urząd miasta. Ale jak Pani nadmieniłem … Ja byłem w radzie miasta w 90-94 roku i wtedy chciałem otworzyć muzeum, żeby miasto zrobiło jakieś muzeum. Ja do nich chodziłem wiele razy, jak byłem w radzie. Oni mówili „my się na tym znamy, my wiemy, my to zrobimy, my o tym pamiętamy. Lata mijały, a oni nie robili, aż mnie to zgniewało w 99 mówię „ja zrobię” i zrobiłem. (…) Kiedyś pisałem dużo do gazet lokalnych w latach 80.
Prywatne Muzeum Tadeusza Barankiewicza
M.P.: Ja to robiłem nie dla siebie, tylko dla miasta, żeby to nie poszło w zapomnienie. (...)[2]
(...)
Dla mnie to jest najważniejsze, żeby zostawić moim potomnym, szczególnie rodzinie z jaką moją małą ojczyzną byłem związany. I wszystkie książki, które piszę to nie ma takiej w której nie ma o Łęczycy. Żona mówi, że ja mam świra na punkcie Łęczycy[3].
(...)
Wydaje mi się, że takie perełki rodzinne, historyczne, powinnyśmy dbać, powinnyśmy pielęgnować i powinniśmy umieć zachować je dla potomnych.[4]
Nic dodać, nic ująć. Powinniśmy zachowywać tak jak potrafimy.


[1] M. Pietrzak, op. cit. [2] Ibidem [3] Grąbczewski W., op. cit. [4] Barankiewicz, op. cit.

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza