7/19/2012

Skansen w Kuligowie

Jak się okazało, dostać się do Kuligowa to nie taka prosta sprawa. W pewnych godzinach autobusy po prostu nie kursują. Trzeba wówczas dojechać do Radzymina, wysiąść na rondzie i łapać stopa. Akurat mi wszystko dobrze się złożyło. Akurat jechał pewien geolog do wsi obok, akurat pewne małżeństwo jechało na działkę do Kuligowa. W skansenie przywitał mnie właściciel pan Wojciech Urmanowski, prezes Fundacji Dziedzictwo Nadbużańskie. 
Rozmawialiśmy o kondycji skansenu, o sytuacji finansowej, o tym, kto tu pracuje, jakie wydarzenia miały miejsce. Sytuacja tego obiektu jest trudna. Pan Wojciech utrzymuje się tylko z emerytury. Eksponaty kolekcjonuje od przeszło dwudziestu lat. W skansenie wiele obiektów pochodzi z Podlasia. Po rozmowie właściciel zaprosił mnie do zwiedzania. Niestety, nie mógł mnie oprowadzić, gdyż musiał trwać na posterunku, nikt inny nie jest zatrudniony na stanowisku biletera/bileterki. W skansenie znajduje się wiele eksponatów. Jest świetnie wyposażony warsztat kowala, stolarza, jest magiel, warsztat tkacki. Jest mnóstwo wozów, nawet dyliżans. Jest też budynek mieszkalny, z łóżkami, świętymi obrazami, piecem. Wszystko w dobrym stanie. Zrobiłam dokumentację fotograficzną. Po czym znów przysiadłam się do pana Wojciecha. Opowiadał jeszcze o swojej przeszłości, o przyszłości też. Chciałby skansen przekazać swojemu synowi.
Rozmawiałam także ze zwiedzającymi. Były to głównie osoby, które przyjechały do Kuligowa na działki. Widziały drogowskazy do skansenu i to je zaciekawiło. Może nie interesują się specjalnie kulturą ludową, ale chętnie zwiedzają miejsca, w których  „przechowuje się pamięć o tradycji”. 






Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza