12/06/2012

Muzea wzruszeń


Każde muzeum prywatne ma swoją własną wykreowaną przez jej właściciela historię. To historia zindywidualizowana. A każde muzeum prywatne to muzeum spersonalizowane. Muzea państwowe są ściśle skodyfikowanymi instytucjami. Muzea prywatne, nawet te zarejestrowane mają większą wolność, a te nierejestrowane są w pełni wolne nieskrępowaną wolnością ich właścicieli, trzymających najczęściej władzę jednoosobowo. Oni stanowią od początku do końca o kształcie tych miejsc, chociaż powołując swoje muzea mają za wzór państwowe instytucje muzealne.


W genach mamy zapisaną fizyczną „spuściznę” po naszych przodkach. W genach kulturowych mieści się bagaż pozostawiony przez poprzednie pokolenia. O ile na genotyp fizyczny nie mamy w zasadzie wpływu, to genotyp kulturowy kształtujemy sami, wybierając z dostępnego multipleksu rzeczy. Nie ma potrzeby, ani konieczności pozostawiania wszystkiego. Dorosła odpowiedzialność polega na wyborze: w muzeum państwowym ten wybór powinien być obiektywny, zbiór prywatny kształtuje subiektywizm zbieracza, który ulega przy wyborze emocjom. Zbierane przez niego rzeczy wzruszają go, dlatego też je zbiera, bez wzruszeń i emocji nie byłoby tak jak miłości, tak i kolekcjonerskiego zbioru, otaczanego miłością jego właściciela. To we właścicielach kryje się też serce zakładanych przez nich muzeów prywatnych, ich jądro, a nawet dusza. Zgromadzone w nich rzeczy mają sens wyłącznie z nimi oraz historiami, które właściciel w sobie nosi. Rzeczy są tylko i aż materialnym wykładnikiem tych muzeów, są tekstem do czytania. Ten tekst został stworzony przez ich właścicieli, którzy dzięki nim powołali do istnienia miejsca pamięci, te muzea wzruszeń. Muzea, które tworzą swoje indywidualne, specyficzne teksty kultury, a pakiet – rzecz- człowiek-opowieść jest nierozerwalny. To on generuje wzruszenia. Wzruszenia pojawiają się we właścicielach nieustannie: podczas „interwencyjnego” zbierania, chroniącego przed śmietnikiem, każdego obcowania z uratowanymi przedmiotami i każdego oprowadzania. Są dla kolekcjonerów nieustającym motorem działania. A zwiedzający? Czasami uruchomiwszy też pamięć epizodyczną dajemy się ponieść wzruszeniom. Ale poza niewymiernymi wzruszeniami, dostarczają tym, którzy dają się ponieść - poezji.

(...) im przedmiot jest niższej rangi, tym większe ma szanse ujawnienia swej przedmiotowości, a podjęcie go z owych rejonów pogardy i śmieszności stanowi w sztuce akt czystej poezji.[1]




Sfera imaginacyjna powstaje przy użyciu
REALNOŚCI UBOGIEJ
Jakiejś ułomnej
Bezradnej jak u dzieci

...w sferze imaginacyjnej mieszczą się najwyższe sprawy
Byt, śmierć, miłość...
Bez patosu i bez iluzji...
Wystarczy do tego biedny kąt,
Paka, kij, kółko roweru

W tej warstwie
 najniższych realiów
 odkrywa się
 ISTOTA ŻYCIA
                                                                           

Bo „Mamy współczucie dla tej kolekcji rzeczy, tak ostentacyjnie „biednej”’[1]. „Biednej” z pozostawionymi namacalnymi śladami „zużycia”, jako stygmatami byłego życia, ale nie poddanej tanatokosmetycznym zabiegom, które miałyby dokonać retuszu w drugim życiu rzeczy, ale już bez życia przecież.

Czy wzruszenia łatwiej przychodzą nam w muzeum prywatnym? Czy taka jest cecha dystynktywna tych muzeów?

[1] Tadeusz Kantor, Notatki
[1] Dariusz Czaja, Wstęp do: Andrzej Kramarz, Rzeczy, Kraków, 2008



Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza