6/30/2013

Ewaluacja, cz. XIII




Prywatne muzeum nie podlega ewaluacji jego właściciela, takiej jak dokonują muzealnicy w kolekcjach muzealnych, po to by przekonać się o kulturowej wartości kolekcji w danym momencie. Ale kolekcje nierozpoznane także mogą uzyskać status wartościowych, przechodząc drogę od indywidualnego nadania im wartości do zbiorowego uznania i zaistnienia w kulturze.

Jedynymi, którzy dokonują ewaluacji kolekcji to zwiedzający, których odbiór jest sumą osobistych bodźców, które dane muzeum mu dostarczyło. Zdarza się, że niektórzy dostrzegając niepodważalną wg nich wartość zbioru, ekspozycyjnie postrzegają go jako „rupieciarnię”[1] Taka ocena jest subiektywna i w pewien sposób krzywdząca, bo prywatny właściciel zawsze dokłada starań, by zorganizować muzeum jak najlepiej. Robi to wg swoich kompetencji, a największa wartość jest właśnie w tym, że w ogóle to robi, że zbiera, pielęgnuje, zdobywa wiedzę. I nie można tu przykładać jednej miary oraz stosować jako punkt odniesienia muzeum profesjonalne. Muzea prywatne zorganizowane są w bardzo różny sposób. Nawet jeśli niektóre bywają „rupieciarniami” to w pełni ich właścicielom należy się rozgrzeszenie. Bo w żadnym z muzeów prywatnych nie ma przedmiotu „niekochanego”. Właściciel zapewnia wszystkim rodzicielską miłość, a to wartość niepodważalna.
Kolekcje wychodzące ze ścian domów, niepokoją, bo musimy się do nich w jakiś sposób odnieść, zdefiniować swoją postawę wobec tego „nieoczywistego” tworu (ta część badań nastręczyłanieco trudności, ponieważ nie wszyscy chętnie zabierali głos w kwestii pobliskiego muzeum, albo go nie znali, albo nie mieli wielu przemyśleń). Czy powinniśmy muzea prywatne poddawać konstruktywnej krytyce ? Ewaluować ich zbiory ? Czy tylko kibicować, by trwały.
[1] Pietrzak M., Rozmowy ze zwiedzającymi muzeum







Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza