1/20/2013

„Kunszt rzemiosła” i prywatne muzeum Roberta Kuśmirowskiego



 
Wystawa ? Instalacja ? Inscenizacja ? „Prywatne muzeum” Roberta Kuśmirowskiego ? Takie pytania pojawiają się po obejrzeniu – wystawy ? Instalacji ? Inscenizacji ? „Prywatnego muzeum” Roberta Kuśmirowskiego, która była prezentowana w Fundacji Galerii Foksal przy ulicy Górskiego 1 A (30.11.2012-18.01.2013) ? Na ekspozycji artysta precyzyjnie odtworzył dwa zakłady rzemieślnicze: ślusarza i stolarza, zajmującego się „małą stolarką”. Zostały urządzone bardzo precyzyjnie, jakby były „wyjęte” z prawdziwego życia i tylko wstawione za szklane drzwi, za którymi można na nie patrzeć z balkonu (to także ciekawy zabieg wystawienniczy). A jedynym brakiem, wydaje się tu brak żywego człowieka – człowieka, który zostawił w popielnicy pety (za popielniczkę „robią” też zgodnie z faktami, puszki po sardynkach i szynce), który zdjął na chwilę okulary, a który mógłby siąść na stołku i dorobić klucz lub zreperować krzesło, zapaliwszy przy tym papierosa i w okularach na nosie. Bo „Obecność człowieka powoduje, że wszystko, co sztuczne i wykreowane zaczyna być autentykiem” [1].


I trochę nawet chciałabym, żeby na stołku siedział ten ślusarz lub stolarz, z którym można by się wdać w pogawędkę o wszystkim, niekoniecznie o przedmiocie pracy. Ale nie wiemy też czy wyposażenie tych warsztatów zostało w pełni „zebrane” – po panu Czesiu, Kazimierzu, Janku... czy tworzą zestaw pochodzący od różnych bezimiennych dla nas rzemieślników, z różnych miejsc, jako ich reprezentacja w tej jednej ekspozycji ? Nie dostajemy gotowej odpowiedzi, bo to nie muzeum z opisanymi eksponatami. Jak każda sztuka, to pole dla naszej wyobraźni. Warsztaty są artystyczną autorską, kreacją Kuśmirowskiego[2], przypominającą czasy małych warsztatów: szewców, ślusarzy, stolarzy, kaletników, krawców, zegarmistrzów, pracowni ostrzenia noży, a wystawa powstała jako „hołd” dawnym zanikającym i znikającym profesjom: „(...) jeszcze nie tak dawno i chętnie wykonywane zawody są dziś na liście chronionych gatunków, niemal tak samo jak w przyrodzie, w której ponoć nic nie ginie.”[3]. Obiekty pochodzą z zasobu artysty, który pochyla się nad starymi rzeczami, kulturowymi śmieciami, czyniąc z nich pełne wymowy inscenizacje, wystawy, instalacje, „prywatne muzeum”...? Uświadamia związek człowieka z rzeczami[4], i „dużymi” – ważnymi i tymi „małymi”, „nieważnymi”. Zdaje się ich nie klasyfikować, nie segregować, wszystko jest jednakowo ważne... Jest zbieraczem doskonałym, który zbiera skrawki życia, po to by, tak jak na tej ekspozycji to minione życie jak najwierniej pokazać. A żeby wejść w czyjeś życie potrzebny jest każdy szczegół. Bycie rzemieślnikiem naznacza szczególnie – narzędzia pracy stapiają się z człowiekiem, który ich używa, wzajemnie do siebie należą, istnieją dla siebie i dzięki sobie. Narzędzia są własnością człowieka, ale on także jest ich własnością. W tym wyraża się szczególny związek człowieka i rzeczy[5].
Takie wierne odwzorowanie rzeczywistości, której już nie ma budzi również dreszcz emocji. Wiemy, że tak być mogło – ta ekspozycja budzi wspomnienia tych, którzy jak ja w tego rodzaju miejscach bywali. Pamiętam dokładnie w taki sposób „zorganizowane” warsztaty, ich bałagan, wieloletnie warstwy i siedzącego między narzędziami pracy majstra, nierzadko właśnie z papierosem.
Z drugiej strony te dwa zakłady rzemieślnicze są miejscami wyobrażonymi, a Robert Kuśmirowski opatrzył je własnymi szyldami: „Ślusarstwo. Warsztat rzemieślniczy. M. Kuśmirowski” i „Stolarstwo. Warsztat rzemieślniczy. R. Kuśmirowski” (i czy M.Kuśmirowski i R. Kuśmirowski to ta sama osoba ?) – i to artysta powinien być tym ślusarzem i stolarzem. Więc może brak w nich Kuśmirowskiego ?
I mimo tego, że Kuśmirowski odżegnuje się od bycia kolekcjonerem: „Nigdy nie miałem w sobie narkotyku kolekcjonerstwa”[6], a przedmioty gromadzi po to, by je wykorzystać: „Uciążliwość polega na tym, że ja potrzebuję tych przedmiotów nie po to, żeby budować kolekcję, tylko żeby móc nimi żonglować ”[7] – to nie sposób nie myśleć o jego zbiorze jako „autorskim muzeum Kuśmirowskiego”. Ocala przedmioty, prezentuje je, „używa” w taki sposób, by przemawiały. U Kuśmirowskiego przemawia wszystko i pianino (które widzimy u stolarza, które mogło trafić do naprawy obudowy, ale może Kuśmirowski chciał nam przekazać, że rzemieślnicy byli często ludźmi niezwykłymi i być może stolarz grywał na pianinie) i stołek i okulary i pety w puszce po szynce...  Każdy będzie miał tu swoją interpretację, a każda jest „dopuszczalna” – „Konieczna podzielność uwagi, zdolność pilotowania emocji, manewrowania sytuacjami”[8]
Dzięki wehikułowi czasu Kuśmirowskiego możliwe jest trwające chwilę przeniesienie w czasie. To zabieg przynależny książkom, kinu, grom komputerowym, 3 D wizualizacjom i muzeom. „Muzeum” Kuśmirowskiego ma tę przewagę, że podróż w przeszłość jest sugestywna, a nie tylko skojarzeniowa. Możemy się w tej rzeczywistości prawie fizycznie znaleźć, a nie tylko wyobrazić.
Oglądając ekspozycje w niektórych muzeach prywatnych i rozmawiając z ich właścicielami można mniemać, że taki „mimetyczny kierunek wystawienniczy” byłby „zaspokojeniem” dla niektórych „zbieraczy codzienności”. Bo w muzeach prywatnych, tych niedoskonałych jednostkach w których znajdziemy „wszystko”, w przenikliwy sposób można „dotknąć” przemijania rzeczy, można na nie „spojrzeć”, można się z nim zmierzyć. Trochę jak w „prywatnym muzeum Kuśmirowskiego”...




[1] Robert Kuśmirowski, Masyw kolekcjonerski, Kraków 2008, s. 133
[2]http://www.culture.pl/baza-sztuki-pelna-tresc/-/eo_event_asset_publisher/eAN5/content/robert-kusmirowski
[3] Z ulotki towarzyszącej wystawie
[4] http://www.obieg.pl/wydarzenie/7931
[5] Barański Janusz, Świat rzeczy, Kraków 2007
[6] Robert Kuśmirowski, Masyw kolekcjonerski, Kraków 2008, s. 133
[7] Ibidem, s. 131
[8] Ibidem, s. 133

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza