Jak się okazało, dostać się do
Kuligowa to nie taka prosta sprawa. W pewnych godzinach autobusy po prostu nie
kursują. Trzeba wówczas dojechać do Radzymina, wysiąść na rondzie i łapać
stopa. Akurat mi wszystko dobrze się złożyło. Akurat jechał pewien geolog do
wsi obok, akurat pewne małżeństwo jechało na działkę do Kuligowa. W skansenie
przywitał mnie właściciel pan Wojciech Urmanowski, prezes Fundacji Dziedzictwo
Nadbużańskie.
