Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kujawsko-pomorskie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kujawsko-pomorskie. Pokaż wszystkie posty

11/11/2012

Kolekcja Wag i Odważników Państwa Sandeckich



Waga. Równowaga. Balance. Do momentu spotkania państwa Sandeckich nie wiedziałam, jak fascynujące może być kolekcjonowanie wag i odważników. Ile można poświęcić czasu i uwagi na odnawianie, wyszukiwanie nowych obiektów, katalogowanie starych. Gdy weszłam do pomieszczenia, moim oczom ukazały się półki z równo poustawianymi wagami stołowymi.

10/21/2012

Słoneczny Zegar

Najpierw kolorowy, złożony z kilkudziesięciu elementów Zegar Słoneczny został odsłonięty 26 sierpnia 2011 o godzinie 16:00 "W samym środku miasta Kowal", czyli w ogrodzie parafii p.w. św. Urszuli w Kowalu.


10/06/2012

Skansen, Rożen, Stopka




Jadąc do Tucholi minęłam w Stopce przydrożną restaurację - Rożen. Zawróciłam. Okazało się, że ogromny plac obok budynku restauracji zajmują eksponaty: maszyny rolnicze, proste urządzenia, ale też sanie, lokomobila. Na środku stoi chata krajeńska z XIX wieku, którą można nieodpłatnie wynająć dla grupy, dla swoich gości, wycieczki.  
Właścicielami wszystkich obiektów są Izabela Höflich oraz Łukasz Spanidis, którzy od 16 lat zbierają eksponaty. Kolekcję rozpoczęli zbierać ich rodzice, teraz przejęli ją oni, jednocześnie prowadząc knajpę. Miejsce można zwiedzać w czasie otwarcia restauracji, ale tak naprawdę non-stop ponieważ eksponaty nie są chowane na noc. 

9/14/2012

Traktor i maszyna


Skansen w Łochowicach - pasja sołtysa, pana Jacka Grzywacza. Maszyny rolnicze zbiera już od wielu lat, jest sławny. Swoje eksponaty wozi po całej Europie. Dziwi się czemu na dożynki koło Szczecina musi wieźć lawetą właśnie swoje traktory, czy nie ma nic w pobliżu? 
Chyba nie ma, albo nie tak piękne jak te, które stoją na podwórku pod rodzinnym domem Państwa Grzywaczów w Łochowicach niedaleko Bydgoszczy. Są wycieczki, są turyści, są zajęcia z dziećmi - w tym właśnie specjalizuje się żona, która prowadzi w altanie na terenie muzeum lekcje na powietrzu. Tu poznaje się rodzaje zbóż, dawne urządzenia, odbywają się zielone szkoły. Nie odmawiają nikomu jeśli chodzi o angażowanie się w różne, interesujące działania.  
Skansen otwarty został w 2000 roku przez Jacka i Urszulę Grzywaczy, ale na tablicy widnieje napis, że jest to skansen rodzinny. Muzeum wspiera dodatkowo kilkunastu wolontariuszy.
Ledwo udało nam się spotkać, pan Jacek wrócił właśnie z wyprawy do Holandii. Jest profesjonalnie, jest logo, firmowe kamizelki, magnesy na samochody. Są targi, goście, zaproszenia, sława.

Magia druku




Muzeum mieści się w XIII-wiecznym, zabytkowym kościele p.w. św. Barbary we wsi Grębocin pod Toruniem. I to robi ogromne wrażenie. Budynek został zakupiony i odrestaurowany za prywatne pieniądze jego obecnych właścicieli - Państwa Suboczów - graficzkę i konserwatora zabytków. Sami urządzili wnętrze, przygotowali je do celów muzealnych. Mieści się tu muzeum piśmiennictwa i drukarstwa.
Muzeum działa od 2004 roku i rocznie przyjmuje około 9 tys zwiedzających. Są to głównie wycieczki szkolne, których czasem w sezonie przyjeżdża dziesięć dziennie! To sukces.

Wielka historia w małym muzeum



Wymysłowo - ukryte w lasach nad Brdą. Bory Tucholskie wybrał sobie kilkadziesiąt lat temu syn Polki i Indianina - Sat Okh czyli Stanisław Supłatowicz (w języku shawnee Sat Okh znaczy Długie Pióro, ur. prawdopodobnie 15 kwietnia 1920 w Kanadzie, zm. 3 lipca 2003 w Gdańsku). Urodził się w osadzie Indian w dorzeczu rzeki Mackenzie w Kanadzie. Syn polskiej uciekinierki z Syberii Stanisławy Supłatowicz, oraz wodza plemienia Szaunisów (Szawanezów) Leoo-Karko-Ono-Ma (Wysokiego Orła). Wychował się i część dzieciństwa spędził wśród Indian. Niedługo przed wybuchem II wojny światowej przybył z matką do Polski, walczył w szeregach AK. Po wojnie za przynależność do AK został uwięziony. Dalsze losy związał z Marynarką. Jest autorem wielu książek dla dzieci i młodzieży, występował w programach dla dzieci, takich np. jak Teleranek.

Królestwo ogórków


W niewielkiej i bardzo malowniczej wsi nad Notecią znalazłam niesamowite miejsce - muzeum i szpital dla starych, zabytkowych autobusów.  Na pierwszym planie ogórek - jeden z najbardziej popularnych autobusów PRL, wspominany z sentymentem do dziś, który opuścił polskie drogi w latach '80. Teraz jest bohaterem filmów, imprez i wydarzeń lokalnych.
Pan Artur Lemański - kolekcjoner autobusów odbiera telefon z ekipy produkującej film - ogórek znów zagra! Pewnie go przemalują, ale potem wróci do pięknego czerwonego koloru.
Perełki - autobus kempingowy z wielkimi wygodnymi kanapami do spania i zlewem, autobusy - galerie. Na niektórych z nich tabliczki informacyjne.
"Każdy autobus ma swoją duszę, w każdym czuć inną energię - przyznała Mama Pana Artura, którą zastałam na miejscu - wchodzi się do jednego jest inny klimat, wchodzi się do następnego, znów zupełnie inaczej."

8/20/2012

Brzeskie imperium




Żeby uważnie zwiedzić to muzeum potrzebny byłby cały dzień. Może i dłużej. Zbiory muzeum z Redczy Krukowej to imponująca kolekcja przedmiotów, których wartość dorównuje cennym zbiorom muzeów państwowych. Urządzenia rolnicze, zabytkowe samochody, hala motorów, rowerów, motorynek i skuterów, pomieszczenia zaaranżowane na biuro lat 80. i 90., zbiory archeologiczne, kolekcje etnograficzne, dawny gabinet stomatologiczny, apteka i urząd pocztowy to tylko część niekończących się zbiorów z Muzeum Techniki Rolniczej i Gospodarstwa Wiejskiego.

Kujawski Piotruś Pan



Zasoby kolekcji mieszczą się w dwóch pomieszczeniach w piwnicy domu pana Pawła Struppka we włocławskim Michelinie. Nie można ich oglądać na co dzień, prezentowane są co roku z okazji świąt Bożego Narodzenia od wielu już lat. Sam nie nazywa siebie muzealnikiem, a raczej kolekcjonerem, a swoje zbiory kolekcją. To, co robi to tylko i wyłącznie jego pasja, hobby.
Wszystko zaczyna się pod koniec października. Wtedy niezliczone ilości pudeł i pudełek wyjmuje ze specjalnie przygotowanych do tego celu, ręcznie wykonanych szafek. Pudełka są podpisane, a przedmioty uporządkowane. Są anioły, samoloty, statki kosmiczne... Intensywnie pracuje, żeby zdążyć przygotować ekspozycję przed świętami. Jest kolekcjonerem bombek i ozdób choinkowych, a także ruchomych zabawek. Bombek ma w sumie około 4000 sztuk, razem z pozostałymi eksponatami kolekcja liczy około 5000 przedmiotów.

7/28/2012

Kolekcja bez kolekcjonera, kolekcjoner bez pomocy.


Osoby z którymi się spotykamy swoje kolekcje rozpoczynają z różnych powodów. Dwóch panów, których kolekcjami miałam za zadnie się zająć stanowczo jest pasjonatami, można by wręcz rzec swoistymi misjonarzami. Tworzą zbiór, kolekcję, chcą ją prezentować by zwiększyć dostęp do kultury okolicznych mieszkańców. Łączy ich jeszcze jedno – niewielka pomoc ze strony państwa, administracji. O ile jednak Galeria Kujawska powstała przy wysiłku całej rodziny, o tyle domowe muzeum w Świeszu było tworzone wysiłkiem praktycznie jednej osoby.
Profesor Jan Migdalski był wizjonerem. Marzyło mu się domowe muzeum będące lokalnym ośrodkiem kultury. W swoich zbiorach gromadził obrazy, antyki, pierwodruki czy białe kruki. W remontowanym przez siebie pałacyku organizował spotkania, wystawy. Dzisiaj sam z rzadka odwiedza swój dom. Mieszka zaledwie kilka kilometrów dalej, jednak stan zdrowia nie pozwala mu na pielęgnowanie i udostępnianie zbiorów. Kolekcja leży pozostawiona samej sobie, zawilgotniała i niszczejąca. Zapytany o dalsze jej losy ze łzami w oczach odpowiada, że ludzie jeszcze nie dorośli. Pyta czy jakoś możemy mu pomóc. Zastanawiam się – jemu czy kolekcji, która zdaje się była celem jego życia.
Człowiek dzisiaj odstawiony nawet już nie na boczny tor, niegdyś (jak wynika z narracji innych osób) dusza towarzystwa i część polskiej inteligencji. Kolekcja dzisiaj zapomniana zawierająca dobra kultury rzadkie szczególnie w niewielkich miejscowościach. Niespełnione marzenie jednej osoby. Profesor nie traktował swojej kolekcji jako lokaty kapitału, nie przechowywał zbioru  dla swoich dzieci (nie ma żony ani potomków). Inwestował po to, by wszyscy mogli korzystać z jego dorobku.
Wielokrotnie przewijało się pytanie o kwestie moralne związane z samym prowadzeniem badań o muzeach prywatnych. Po spotkaniu z Profesorem Migdalskim chciałabym dołożyć jeszcze jedno – czy możemy swoim przyjściem rozbudzać nadzieje na pomoc w przetrwaniu kolekcji (i kolekcjonera) i po prostu wyjść? Czy nie powinniśmy spróbować pomóc, szczególnie w tak skrajnych przypadkach?

Małgorzata Czyżewska