8/10/2012

Sentymentalnie nie na temat…? Czyli o niespodziankach w Muzeum-Skansenie Ziemi Sokołowskiej Mariana Pietrzaka





 Pierwsze spotkanie z człowiekiem – zwanym informatorem lub respondentem, z którym chcemy przeprowadzić wywiad do naszych badań jest spotkaniem testowym, właściwie badamy siebie wzajemnie, testujemy. Zaopatrzeni w kwestionariusz w wersji papierowej lub zapisany w głowie zadajemy pytania, uzyskujemy odpowiedzi, nagrywamy na dyktafon, fotografujemy – to nasze podstawowe narzędzia. Scenariusz jest gotowy, ale spotkanie zawsze okazuje się niespodzianką.
Niespodzianka pierwsza
Na drugim spotkaniu uzupełniamy to co pominęliśmy na pierwszym, pogłębiamy, drążymy… Drugie spotkanie w Muzeum-skansenie Ziemi Sokołowskiej z panem Marianem Pietrzakiem zaczęło się od przepytania mnie. Pan Marian miał przygotowany na kartce kwestionariusz i zadał mi kilka pytań, m.in.: co skłoniło mnie do przybycia do jego muzeum, skąd dowiedziałam się o muzeum, do czego służą te badania. Jesteśmy przyzwyczajeni, że to my zadajemy pytania, mamy pozycję uprzywilejowaną – rozmówca uprzednio zgadza przecież się na to swoiste „przesłuchanie”. Ale być może zainspirowany pan Marian wprowadzi swoje badania jako „standard” w swoim muzeum, byłaby to wartość dodatkowa, warta kolejnego badania.
Niespodzianka druga
Pierwsze spojrzenie jest spojrzeniem ogólnym, kolejne zwraca uwagę na detale. Oglądam i
fotografuję te szczegóły, które zwróciły moją uwagę: nalepione na obiektach pisane na maszynie karteczki z podpisami darczyńców, sposób „konserwacji”, poszczególne elementy na ekspozycji. Pan Marian wyjmuje z torebki garść potłuczonych naczyń – dowiaduję się, że to ze znaleziska, przez niego odkrytego o którym powiedział mu pewien rolnik. Dostaję fragment z naczynia – wylew wskazuje iż mogła to być donica lub dzieżka. Zostaję wyróżniona tą pamiątką – pan Marian daje je tylko nielicznym, tym którzy wykazują większe zainteresowanie muzeum. To wyjątkowy podarunek – pamiątka z podwójną pamięcią jako fragment zabytku i jako „pamiątka z muzeum”. Dostaję jeszcze krzemień „na szczęście”.
Wracamy z muzeum do domu na herbatę. Pan Marian – o czym już wiem z poprzedniej wizyty jest autorem kilku książek historyczno-wspomnieniowych o regionie oraz tomiku wierszy [1]. Jedną z nich kupuję, drugą – powieść  „Jaćwingowie” dostaję w prezencie z dedykacją. 

      Pewnym banałem jest dla antropologa kultury przypominanie, iż rzeczy niosą ze sobą pamięć. Ale ten „banał” jest ciągle obecny z nami. Czujemy jego tchnienie. Temu służą nasze badania. Ale darowane pamiątki banałem nie są.

Niespodzianka trzecia

Na tym kolejnym spotkaniu już wiemy, czujemy czy między nami a informatorem wytworzyła się szczególna relacja, czy po skończeniu badań spotkamy się dla samego spotkania, dla kolejnych niespodzianek... Pod domem rośnie jabłonka. Pan Marian zrywa dla mnie jabłka. W przydomowym ogródku różowią się floksy, pachną. Dostaję bukiet na pożegnanie. Zostałam obdarowana podwójnie:  informacjami i pakietem nieprzewidzianym w badaniach.
 
Co mamy „jak w banku”
Każdy kto zgadza się na spotkanie chce nam poświęcić bezinteresownie swój czas. Czas dostajemy zawsze, dużo czasu.




[1] 1.Sokołów Podlaski w latach 1939-1944. Pamiętnik z czasów okupacji, Poldruk, Hołowienki 1990
2.Sokołów Podlaski dawniej i dziś oraz opowiadania z lat 1863-1945, Czar Media, Sokołów Podlaski, wydawca nie podaje roku wydania
3.Jaćwingowie – powieść historyczna z czasów Kazimierza Sprawiedliwego, EVITOM, Sokołów Podlaski, 1992
4.Dwory, folwarki, pałace zachodniego Podlasia, Czar-Media, Sokołów Podlaski, 1998
5.Kościoły i cmentarze ziemi sokołowskiej. Duchy i sny, Sokołów Podlaski, wydawca nie podaje roku wydania
6.Czy istnieje drugie życie, Sokołów Podlaski 2010





Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza