7/25/2012
Pod kuratelą diabłów w Przedpieklu, czyli wizyta w Muzeum Diabła Polskiego „Przedpieklu” w Warszawie. Komentarz do fotografii.
Diabły witają mnie – można rzec – już od progu, czyli
korytarza prowadzącego do mieszkania „diablologa” pana Wiktoryna Grąbczewskiego.
Są też w mieszkaniu, ale przede wszystkim zaadaptowanej na muzeum piwnicy
wielkiego bloku i może to jest najlepsze dla nich wielkomiejskie miejsce ? Spoglądają
na mnie – bo diabły, choć nieożywione w swych wizerunkach, wydają się prowadzić
swoje potajemne życie i zdaje się jakby w każdym z nich tkwił potencjał ożywienia
ich mocą diabelskości. Jedne są tajemnicze z pasterskich lasek, inne rubaszne
na kuflach, poważne jako rzeźbiarskie dzieła, humorystyczne na rysunkach
Andrzeja Mleczko, przytulanki do poduszki, wcielenia zła – w osobie
Hitlera-diabła, pokonywane przez świętych na obrazach (święty Jerzy) i jako
przeciwwaga dla sił anielskich, diabły uwodzące i skruszone, ale jest i Chrystus
Frasobliwy, który na diable siedzi i diabelska rzeźbiona piłka na Euro 2012; diabły
radosne, smutne, poważne, sympatyczne i w zasadzie brak takich do których nie
można by poczuć sympatii. Diabły różnej proweniencji z różnych stron Polski, wykonane
rożnymi technikami przybierające najrozmaitsze oblicza, kształty, faktury, gadżety
z wizerunkami diabła, wykonane przez profesjonalistów, artystów ludowych i
dzieci. Nie sposób scharakteryzować wymienić wszystkich z tego bogatego zbioru.
Wszystko o swoich diabłach wie ich właściciel – pan Wiktoryn Grąbczewski, który
chętnie oprowadza każdego kto się z nim umówi.
A czy diabły to wdzięczny przedmiot kolekcji ? Wizyta u kolekcjonera
przekonuje, że odrzuciwszy uprzedzenia diabeł może się okazać nawet kimś bliskim.
Nie demonizujmy diabła, który biorąc na siebie zło może zabiera go nieco z nas,
nie potępia przywar, a nawet pomaga się z nimi mierzyć. Kolekcja diabelskich wizerunków
mierzy się z postacią biblijną, obrosłą w bogate odniesienia, zapisaną na trwale
w wierzeniach i wyobrażeniach, biorąc na siebie aspekt ludyczny tego bogatego
kulturowego wątku.
etykiety:
mazowieckie,
muzea,
Warszawa
7/24/2012
Świat wg Mariana Pietrzaka
Początek ciepłego lipca. Popołudniowe niedzielne ulice Sokołowa Podlaskiego z
klimatem małego wschodniego miasteczka. Drogą wytłumaczoną przez Mariana
Pietrzaka z rynku nietrudno trafić do skansenu. Jest wiatrak – znak
rozpoznawczy, szyld i stojące opodal furtki „Baby” – jak się później dowiaduję
dzieła samego twórcy skansenu. Obok – przy siatce stoją macewy z sokołowskiego
cmentarza, które przez lata pełniły funkcję krawężników. Przekraczam bramę, i spostrzegam
dalej... nagromadzenie rzeczy różnych, z rożnych porządków, dziedzin, okresów. To
nagromadzenie jest wciągające. Wśród rzeczy dawnych wyławiam w pierwszej
kolejności jako etnograf – etnografiana i tych jest chyba najwięcej, albo rachuba
moja wynika być może z racji zawodowego skrzywienia, ale dalej już we wnętrzu domu-głównej
siedziby muzeum widzę: militaria, judaica, obiekty archeologiczne i
historyczne, starą prasę i książki, są także pamiątki rodzinne po dziadkach i
rodzicach: ubrania, książki, przedmioty osobiste. Łączy je klasyfikacja autora tego miejsca, jako tych, które
warto zachować, tych które mają przechować informację o tym do czego służyły i
czym były. Pochodzące z różnych momentów głównie XX wiecznej historii (chociaż
są także wyjątki archeologiczne), mogły się tutaj spotkać, otrzeć o siebie, zazębić.
Zestawione obok, dają możliwość zetknięcia się w swoim życiu pozarzeczywistym,
w innym wymiarze swej egzystencji. Mówią różnymi głosami, przenikają przez
siebie, łączą, dzielą, czujemy, że nas wciągają swoimi indywidualnymi
historiami serwowanymi przez pana Mariana. Bo nie ma tu rzeczy „niemej”. I
tylko sam pan Marian przechowuje w sobie całą wiedzę o tych przedmiotach, które
zbiera od lat powojennych. Opatruje swoje obiekty metryczkami, ale pełny komentarz można
usłyszeć wyłącznie od niego. Słucham z zainteresowaniem i podziwiam pasję
człowieka, który nie był kompletnie zawodowo związany z materią swojej kolekcji.
Pasja wykiełkowała w nim, może przejął ją w genach po matce. Z zawodu ślusarz,
pracował w sklepie ze sprzętem AGD, a wreszcie został na długie lata
taksówkarzem. Zajęcie to pozwoliło mu na spotkania z ludźmi i dotarcie do
porzuconych na strychach „staroci”. To z nich utkał swoją opowieść. Nie jest
spisana, z braku czasu – można więc rzec, że rzeczy i Marian Pietrzak
dopełniają się. Bo czym będą bez autora zbioru ? W książkach archeologicznych,
historycznych, etnograficznych, militarnych znajdziemy informacje, ale tylko w
nim jest wiedza i ta indywidualna i ta lokalna. Jak każdy zbieracz pasjonat,
pan Marian tworzy ze swoim zbiorem zestaw doskonały, zestaw który uzupełniają
napisane przez niego książki historyczne o regionie sokołowskim, powieści,
wiersze.
Cdn.
etykiety:
mazowieckie,
Sokołów Podlaski
7/19/2012
Skansen w Kuligowie
Jak się okazało, dostać się do
Kuligowa to nie taka prosta sprawa. W pewnych godzinach autobusy po prostu nie
kursują. Trzeba wówczas dojechać do Radzymina, wysiąść na rondzie i łapać
stopa. Akurat mi wszystko dobrze się złożyło. Akurat jechał pewien geolog do
wsi obok, akurat pewne małżeństwo jechało na działkę do Kuligowa. W skansenie
przywitał mnie właściciel pan Wojciech Urmanowski, prezes Fundacji Dziedzictwo
Nadbużańskie.
etykiety:
Kuligów,
mazowieckie,
skansen


